Cudnów 1660 – gdy Moskwa klękała przed Rzeczpospolitą. Zapomniany triumf polskiego oręża

Dziś, gdy na tych samych ziemiach Ukraina znów walczy z rosyjskim najeźdźcą, tamto zwycięstwo brzmi jak echo historii – i przestroga dla świata. Dopóki istnieje rosyjski imperializm, pokoju w Europie nie będzie.


AROGANCJA CARA I BLUŹNIERSTWO JEGO WOJEWODY

Jesień 1660 roku. Wojska Rzeczypospolitej stają naprzeciw potęgi moskiewsko-kozackiej pod Cudnowem, niedaleko Żytomierza. Przez blisko trzy tygodnie ważyły się losy całej wojny. To tu decydowało się, czy Polska pozostanie państwem wolnych ludzi, czy padnie pod ciosami carskiego imperium.

Dowódca moskiewski, Wasyl Szeremietiew – „wojewoda kijowski” – pysznił się, że z marszu zdobędzie Lwów i Kraków. Chełpił się, że pojmie króla polskiego i w srebrnych kajdanach odprowadzi go przed cara.

W swojej pysze posunął się nawet do bluźnierstwa – wskazując na ikonę Chrystusa, miał powiedzieć, że nie uzna Go za Boga, jeśli nie pomoże mu „złamać królestwa Lachów”.

Słowa te miały się wkrótce obrócić przeciwko niemu.


POLSKA ARMIA STAJE DO WALKI

Rzeczpospolitą reprezentowali ludzie z żelaza: hetman Stanisław Potocki, hrabia Jerzy Lubomirski, Jan Sobieski – jeszcze chorąży koronny, ale już dowódca o żelaznym talencie – a także Jan Sapieha i Stefan Niemirycz.

Po stronie Korony stanęli też sojusznicy: Tatarzy pod wodzą nuradyna sołtana Safera Gereja oraz oddziały Iwana Wyhowskiego.

Łącznie armia Rzeczypospolitej liczyła około 57 tysięcy żołnierzy i 40 dział, w tym 25 tysięcy Tatarów.

Przeciwnik był liczny – 49 tysięcy ludzi, 50 dział, piechota, jazda, dragoni i pospolite ruszenie – i planował połączyć się z 20-tysięczną armią kozacką Jurija Chmielnickiego, by ruszyć na południową Polskę.


POCZĄTEK OBLĘŻENIA I POLSKI MANEWR

We wrześniu 1660 roku wojska Szeremietiewa dotarły do Cudnowa, spaliły miasteczko i rozbiły obóz po drugiej stronie rzeki Teterów, czekając na Chmielnickiego. Nie przewidziały jednak jednego – że polska armia była już o krok.

Jazda Potockiego błyskawicznie zajęła zamek cudnowski i odcięła Moskalom drogę odwrotu. Lubomirski wraz z Tatarami rozłożył się po przeciwnej stronie rzeki, zamykając pierścień.

28 września Tatarzy, wspierani przez polską artylerię, wdarli się do obozu moskiewskiego. Wyróżnił się wtedy pułk rotmistrza Stefana Bidzińskiego, w którym walczył Jan Sobieski – przyszły pogromca Turków spod Wiednia.


SOBIESKI USTAWIA DZIAŁA, SAPIEHA ZALEWA DOLINĘ

Z inicjatywy Jana Sapiehy usypano wały i szańce, a bieg rzeki skierowano tak, by zalała dolinę zajętą przez wojska moskiewskie. Cały teren wokół obozu przeciwnika zamienił się w błotnistą pułapkę.

Sobieski otrzymał zadanie rozstawienia artylerii. Już 1 października polskie działa rozpoczęły ostrzał.

Z każdym dniem sytuacja Moskali pogarszała się – brak żywności, choroby, brak amunicji, rozkładające się ciała poległych. Pomocy z zewnątrz wciąż nie było.


MĄDRY WYBÓR WOJSKA ZAPOROSKIEGO

Armia Jurija Chmielnickiego dotarła z opóźnieniem. Lubomirski przeciął jej drogę i rozbił pod Słobodyszcze. Kozacy zostali odcięci i zamknięci w obozie, a Szeremietiew pozostał sam.
Zdesperowany, głodny i otoczony błotem oraz trupami, wojewoda tracił wolę walki.

17 października Kozacy podpisali Traktat Słobodyszczewski, zrywając sojusz z Moskwą i przywracając dawny traktat hadziacki. Ukraina Prawobrzeżna wracała do Rzeczypospolitej.

Szeremietiew liczył jeszcze na odsiecz Jurija Boratyńskiego, lecz ten – przestraszony możliwością powstania w Kijowie – zatrzymał się pod Brusiłowem i zawrócił. Moskwa została porzucona na pastwę losu.


KAPITULACJA MOSKALI I ZEMSTA TATARÓW

Po tygodniach oblężenia, 23 października rozpoczęły się rokowania.
2 listopada 1660 roku armia moskiewska skapitulowała.

Zwycięstwo było pełne, choć nie bez cienia tragizmu. Tatarzy, wbrew umowie, napadli na kapitulujących, zabijając setki Moskali i Kozaków oraz biorąc wielu w jasyr.

Sam Szeremietiew, który jeszcze niedawno bluźnił Bogu i groził królowi, został schwytany – brudny, zapłakany, upokorzony.

Autor diariusza notował: „Dawni żołnierze, moskiewskie, inflanckie, pruskie wojny pamiętający, nie pomną tak pięknej i ciężkiej wojny; bo przez siedm niedziel w każdy dzień wolno się było bić.”

MOSKWA W PANICE

Wieść o klęsce pod Cudnowem sparaliżowała Moskwę.
Car Aleksiej, przerażony, uciekł ze stolicy aż za Białojeziero. Wrócił dopiero, gdy dowiedział się, że polska armia nie planuje marszu na wschód.

Pułkownik Samuel Leszczyński pisał w poemacie po bitwie:

„Weselże się Ojczyzno, z tak wielkiej wygranej,
Pokój w Polszcze! Do Rusi do ziemie obiecanej,
Masz przystęp, jeno umiej postępować.”

CHWAŁA POLSKIEGO ORĘŻA

Wiosną 1661 roku, w Warszawie, zwycięzcy – Stanisław Potocki i Stefan Czarniecki – złożyli u stóp króla 327 zdobytych moskiewskich chorągwi.
Był to jeden z największych triumfów oręża Rzeczypospolitej XVII wieku – i jedna z tych chwil, które przypominają, że Polska nigdy nie była biernym widzem historii.

Cudnów był czymś więcej niż bitwą.
Był starciem dwóch światów – wolności i despotyzmu, wiary i pychy, cywilizacji i barbarzyństwa.

To tam, w błocie i dymie październikowych dni 1660 roku, rozstrzygnęło się, że granica Europy nie będzie przebiegać pod Krakowem, lecz daleko na wschodzie.

I może właśnie dlatego, gdy dziś Ukraina broni się przed tą samą Moskwą, która cztery wieki temu bluźniła i mordowała, powinniśmy pamiętać Cudnów – zwycięstwo, które już raz uratowało Europę przed rosyjskim mrokiem.

Włodzimierz Iszczuk