Powstanie styczniowe na Ukrainie: Żytomierz w ogniu walki z rosyjskim imperializmem

Nie tylko w lasach Królestwa Polskiego rozgrywał się dramat Powstania Styczniowego. W maju 1863 roku Ukraina – Wołyń, Kijowszczyzna i okolice Żytomierza – stały się jedną z najważniejszych aren zbrojnego zrywu przeciw imperium rosyjskiemu. To tu, na ziemiach Zabuża, wybuchło powstanie, które przez kilka tygodni skutecznie wiązało ogromne siły carskie, dając Europie dowód, że naród pozbawiony państwa wciąż potrafi sięgać po broń.

„Od Karpat krzyk weselny
Zabrzmi aż do Dźwiny…
Żyj Różycki, żyj nasz dzielny,
Synu Ukrainy!”

Tak śpiewała zbrojna młodzież żytomierska, ruszając w nierówny bój w maju 1863 roku. Te słowa nie były poetycką metaforą – były wyznaniem lojalności i nadziei. Edmund Różycki, generał Powstania Styczniowego, stał się dla Wołynia i Ukrainy symbolem walki o wolność, wodzem, którego imię wymawiano z czcią zarówno po polsku, jak i po ukraińsku.

RÓŻYCKI – WÓDZ, KTÓREGO WOŁYŃ WYBRAŁ SAM

Zanim jeszcze ogień powstania zapłonął w Królestwie Polskim, na całym Zabużu instynktownie wskazywano na jednego człowieka. Edmund Różycki był naturalnym kandydatem na przywódcę ruchu zbrojnego na Ukrainie. Nie narzucony z Warszawy, nie mianowany zza biurka – wyrósł z lokalnej tradycji, pamięci i zaufania.

Związany z Kijowem i Żytomierzem, uczestnik konspiracji, członek tzw. Wydziału Rusi, utrzymywał kontakty zarówno z młodzieżą akademicką, jak i z ziemiaństwem Wołynia. To w Żytomierzu – w skromnym mieszkaniu poza teatrem – przez zimę 1862/1863 toczyło się ciche centrum dowodzenia. Tam zapadały decyzje, tam ścierały się nastroje radykalne z ostrożnością starszych, tam badano grunt przed nieuchronnym wybuchem.

Różycki nie był politykiem gabinetowym. Unikał administracyjnych sporów, lecz gdy trzeba było – potrafił jednym zdaniem przywrócić dyscyplinę. Rozumiał jedno: chwila wahania może zabić powstanie szybciej niż rosyjski bagnet.

DECYZJA ZAPADŁA: 8 MAJA 1863

W grudniu 1862 roku Różycki udał się potajemnie do Warszawy. Wrócił z przekonaniem, że wybuch jest nieunikniony. Przewidywano brankę, masowe represje – i to, że Rosja sama pchnie tysiące ludzi do walki.

Sześć tygodni później przewidywania się spełniły.

Na Ukrainie postanowiono czekać do wiosny. Plan był jasny: skoordynować powstanie wołyńskie z wkroczeniem oddziałów galicyjskich generała Józefa Wysockiego. Termin ustalono podczas narady za kordonem austriackim – 8 maja 1863 roku.

Tego dnia Edmund Różycki był już w lasach cudnowskich, kilka mil od Żytomierza. Gotowy.

„BAT’KO” – OJCIEC ŻOŁNIERZY

W przeddzień wybuchu, 7 maja, w uroczysku zwanym Pustocha zaczęły zbierać się małe konne grupy. Z nich narodził się pułk jazdy wołyńskiej – formacja nieliczna, ale zdyscyplinowana, zahartowana moralnie i bezgranicznie oddana dowódcy.

W obozie nazywano go Bat’ko – ojciec.
Nie z przymusu. Z miłości.

W jego szeregach brzmiała zarówno polszczyzna, jak i mowa rusińska. Śpiewano pieśni ukraińskie. Byli tam ziemianie, szlachecka młodzież, chłopi, kozacy dworscy. Powstanie na Wołyniu miało charakter autentycznie wspólnotowy – ponad stanami i językami.

Karność nie rodziła się ze strachu. Różycki mówił wprost:

„Nie strachem ludzi, lecz bojaźnią Bożą.
Nie grozą, lecz dobrowolną ofiarą.”

ŻYTOMIERZ I WOŁYŃ: NAJWIĘKSZE BITWY POWSTANIA NA UKRAINIE

W ciągu trzech tygodni jazda wołyńska stoczyła serię starć, manewrując pomiędzy Żytomierzem, Słuczą, Połonnem i Miropolem. Najcięższe walki rozegrały się właśnie w rejonie Żytomierza, gdzie carskie wojska próbowały osaczyć oddział Różyckiego.

Pod Miropolem jazda wołyńska przeszła chrzest krwi. Rosyjscy strzelcy finlandzcy i kozacy uderzyli z całą siłą. Różycki, pod gradem kul, spokojnie obserwował pole walki, rzucając ironicznie:

„Finlandzcy strzelcy dobrze strzelają…”

Chwilę później cztery szwadrony ruszyły do szarży, rozbijając kozacką kawalerię. Było to jedno z najbardziej efektownych zwycięstw powstania na Ukrainie.

SAMOTNI, ALE NIEPOKONANI

Gdy kolejne oddziały powstańcze na Kijowszczyźnie i Podolu ulegały zagładzie, jazda wołyńska pozostała ostatnią zwartą siłą na całym południowym obszarze powstania. Wysocki nie nadchodził. Car skoncentrował przeciw Różyckiemu nawet 15 tysięcy żołnierzy.

A jednak generał wyprowadził swój oddział z osaczenia – manewrem, szybkością i zimną krwią. Przez Wołyń, Podole, wśród bagnetów i armat, jego ludzie nie zostali ani razu rozbici w polu.

DZIEDZICTWO WOŁYNIA

Powstanie styczniowe na Ukrainie nie było epizodem. Było dowodem, że idea wolności przekracza granice etniczne i administracyjne imperium. Wołyń, Żytomierz, Kijowszczyzna – to nie peryferia powstania, lecz jego istotna część.

A Edmund Różycki pozostaje jedną z tych postaci, które łączą polską i ukraińską pamięć historyczną. Wodzowie tacy jak on pokazują, że historia tej ziemi to historia wspólnej walki z rosyjskim imperializmem.

Pamięć-Historyczna.net, Jagiellonia,org
Opracowanie na podstawie wspomnień Mariana Dubieckiego – polskiego historyka i pamiętnikarza, sekretarza Rusi w Rządzie Narodowym powstania styczniowego – opublikowanych w pracy „Edmund Różycki. Szkic biograficzny” (Kraków, 1895).